Wszystko wskazuje na to, że moje mroczne przygody z mrocznym koncernem Toyota to niedługo szara rzeczywistość przeciętnego europejskiego kierowcy. Kto bowiem chce oszczędzić na naprawie samochodu korzystając z nieautoryzowanego warsztatu będzie miał nie lada kłopoty. Pozostanie mi znosić humory pracowników stacji obsługi i grzecznie tygodniami czekać w Toyocie na naprawę kupionego u nich samochodu...
Producenci aut nie udostępnią danych technicznych niezależnym warsztatom i stacjom kontroli pojazdów. Stosowanie w autoryzowanych warsztatach mechanicznych części do aut z innych źródeł niż koncerny samochodowe skończy się 31 maja 2010 r. Wszystko dlatego, że Komisja Europejska postanowiła nie przedłużać rozporządzenia GVO (WE) 1400/2002 - pisze "Gazeta Prawna".
Do tej pory kierowcy mogli wybierać przy dokonywaniu naprawy auta znacznie tańsze tzw. zamienniki części. Teraz będą skazani na oryginalne części, które są droższe. Niezależny warsztat zostanie też pozbawiony informacji technicznych o sposobach dokonywania specjalistycznych napraw.
Dotychczasowe rozporządzenie GVO nakazuje, że producenci aut muszą udostępniać dane techniczne niezależnym warsztatom i stacjom kontroli pojazdów. Teraz ulegnie to zmianie.W Polsce jest 1,5 tys. serwisów autoryzowanych i 18,5 tys. serwisów niezależnych. Tak się ogranicza wolność wyboru. Nadal więc będę musiał błagać, żeby jakaś autoryzowana stacja obsługi Toyoty Motor Poland naprawiła moją Toyotę, bo już nawet nie będę mógł jej gdzie indziej reperować.
Jako użytkownik nowego auta nie miałbym nic przeciwko temu, żeby autoryzowane stacje obsługi stosowały tylko oryginalne części i przez nich przeprowadzane prace były droższe, ale też na wyższym poziomie, niż standardowe działania Pana Kazia z młotkiem. Póki co, jeśli firma nie potrafi obsłużyć swojego Klienta (jak chociażby Chodzeń Warszawa), wolę jednak wolność wyboru. Bo Pan Kazio podrapie się po głowie, ale przejmie moimi problemami. Współpracując z Toyota Motor Poland tygodniami jeździłem zdezelowanym samochodem. Stawiam więc na Pana Kazia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz